Spektra świadomości

PREAMBUŁA

W pierwszym podejściu miała to być zwarta w treści recenzja dwóch niedawno wydanych książek napisanych przez matki nieneurotypowych dzieci: Wczoraj byłaś zła na zielono Elizy Kąckiej (Karakter, Kraków 2024) oraz Synu, jesteś kotem Katarzyny Michalczak (Cyranka, Warszawa 2023). Po wysłaniu tekstu do szanownej Redakcji Pola okazało się, że dwie trzecie owej uznało, że treść nadaje się bardziej do następnego numeru, na którego temat przewodni wybrano… herezję. Jak dobrze, że był taki przewidziany! 

Początkowo rozbawiła mnie ta opinia, jednak po chwili napełniła lekkim niepokojem. Serio?! Naprawdę nic się nie zmieniło od czasów… nie wiem, Kopernika?

W pierwszej wersji recenzji pojawił się spory skrót myślowy, gdzie dość arbitralnie mogły wybrzmieć pewne fakty związane ze sposobem funkcjonowania świadomości na obecnym etapie ewolucyjnym, dlatego dopisałam część drugą, gdzie enigma i herezja staną się być może ciut klarowniejsze.

___

CZĘŚĆ I

„Jestem wdzięczna Moroufkom. Nie liczę, że kiedyś się do mnie odezwą, ale gdyby jednak społeczność Moroufków życzyła sobie wysłać mi sygnał, list w butelce, zahaczkę, to zgłaszam, że nazywam się Pingwin, mieszkam przy Sieleckiej, niewiele rozumiem, jestem matką ich przyjaciółki – Rudej, z którą zawarli przymierze. Dali jej imię Ciekawość. Nie mam żadnych roszczeń. Jest mi ciężko. Chciałabym czasem o coś spytać. Może dowiedziałabym się o moim dziecku czegoś więcej. A może po prostu znalazłoby się dla mnie miejsce pod ścianą. Prosiłabym”.

Jak rozdzierające jest to wyznanie i błaganie matki! Eliza Kącka tymi słowami kończy swoją książkę, w której opisuje inność córki, Rudej, która potrafi pogrążyć się w swoim świecie na całe miesiące. Słowa te za każdym razem powodują ścisk serca. Wyrażają granice dostępu i poznania drugiego człowieka w jej osobistym i skrajnym kontekście, ale też kondycję ludzką w ogóle. Normalni ludzie w mniej lub bardziej udany sposób starają się jednak ze sobą komunikować. W przypadku dostępu do świata Rudej frontiera pozostaje niepenetrowalna. Jesteśmy zmuszeni do zatrzymania się w punkcie ring pass not. Eliza starała się jak nikt inny przebić do wewnętrznego uniwersum własnego dziecka, lecz przyznała, że się nie da. Jej przewaga to stopień inności jej samej, który predysponuje ją do tego, by zbliżyć się do tej granicy i jakoś ją oswoić.

Książka Wczoraj byłaś zła na zielono jest przejmującym świadectwem tego. Lata nieustannej czujności i obserwacji, pełne wyczucia, pozbawione nachalności staranie się z uszanowaniem tego, co dzieje się w środku drugiej istoty pomimo niemożności pojęcia. Ciągła próba zrozumienia, gdy dostępne są tylko okruchy w postaci zachowań, które odstają od wszelkich norm. Eliza podąża za tropem i tworzy współdzieloną przestrzeń, aż w końcu z czasem zbuduje się między matką i córką nić porozumienia, dla której cały ten wysiłek przemienia się w wartość. Dla nas to wartość w postaci tej niezwykłej książki. 

Każde świadome rodzicielstwo to wyzwanie na miarę życia: jakże często dzieci, które mają wszystko, pozostają fatalnie zaniedbane, bo nie dostają unikalnej atencji, jaka jest im niezbędna. W przypadku dzieci w spektrum rodzicielstwo to droga heroiczna. Dziś urodzenie dziecka to nie tylko odpowiedzialność – to loteria. Nigdy nie wiemy, co się urodzi. I żadnej instrukcji obsługi! O tym, że Ruda jest inna, Eliza wiedziała od czasu, gdy dziewczynka miała około roku. Oficjalna diagnoza, która nastąpiła około piątego roku życia, na niewiele się zdała. Na pewno nie była kluczem, a wytrychem Eliza posługiwać się ani nie chciała, ani nie potrafiła. 

To, co oficjalnie od 2022 roku nazywa się spektrum zaburzeń autystycznych (Autism Spectrum Disorder), to worek, do którego wrzuca się wszystko, podobnie zresztą z symptomami ADHD u dzieci, a teraz także u dorosłych. Faktem jest, że nieneurotypowości jest dziś znacznie więcej niż normalności, cokolwiek się przez tę normalność rozumie. Tworzy się więc w tej bezradności etykiety na wory, do których można wrzucić każdy symptom, nieważne jak często są to symptomy sobie przeczące. Nikt nie zna przyczyny tego zjawiska i chyba nawet o nią nie pyta.

Dlaczego w ostatnim czasie tak dużo ludzi jest dotkniętych jakąś zaburzającą kondycją? 

Wiemy mało, a żyjemy w świecie przeczących sobie opinii, generalizacji i dobrych intencji albo… złych intencji. Eliza przytacza wystarczająco dużo nagromadzonych przez lata cytatów dotyczących zachowania jej córki i jej samej jako matki. Mało kto ma taką wrażliwość i tyle zacięcia, by przyglądać się zjawisku inności z taką uwagą i głębią jak ona. Nie był to wybór. To los. Jej przykład jest tak skrajny, że jego opis zatrzymuje czas, przynajmniej na moment czytania tej książki, opowiedzianej językiem tak gęstym jak intensywna jest ta relacja.

Tak jak Ruda ma tajemne przymierze z jakimiś Moroufkami, tak sama Eliza ma nierozerwalne poczucie przeznaczenia, które łączy ją z Rudą. Nie jest to zwyczajna relacja matki z dzieckiem. Inność samej Elizy użyczyła jej mocy i akceptacji skrajnej inności Rudej, która pozostaje czeluścią.

Mamy tu do czynienia z dwoma kręgami. Jeden stanowi Ruda i jej Kraina Moroufków, drugi – Eliza i jej rzeczywistość współdzielenia życia z Rudą, ale też wykrojenia sobie życia poza tą relacją. Na szczęście została obdarzona intelektem i talentem transformowania przeżyć w słowa. Ta książka to obnażenie i przekształcenie osobistego doświadczenia w dobrą literaturę. Forma czyni różnicę. Filmowym przykładem, który przychodzi mi na myśl, jest Jutro będzie nasze Paoli Cortellesi. Gdyby nie konwencja, w której zostało przedstawione okrucieństwo przemocy domowej, tego filmu nie dałoby się oglądać!

Inaczej jest w książce Katarzyny Michalczak Synu, jesteś kotem. (Obu autorkom tytuły wyszły wyśmienicie). W tym przypadku kobieta skupia się bardziej na swoich przeżyciach. Na doświadczeniu bycia matką nieneurotypowego syna, który nie jest w stanie zrozumieć JEJ! Syn nie rozumie, dlaczego to nie jest okej zjeść kanapkę, którą SOBIE zrobiła. Syn nie postrzega JEJ jako człowieka, używa JEJ do swoich celów, jest nieczuły – skarży się Michalczak. Mamy więc do czynienia z zupełnie innym punktem ciężkości w książkach obu matek. Eliza Kącka jest świadkiem i tarczą chroniącą wrażliwość swojej córki, jednak pomimo intensywności opisu stanów emocjonalnych i mentalnych o wielu sprawach nie pisze, szczególnie tych dotyczących codzienności życia. Z kolei u Katarzyny Michalczak codzienności mamy pod dostatkiem – i to też jest przejmujące. Pisze ona o nudzie, frustracji i poczuciu winy jednocześnie, wynikających z bycia matką skazaną na spędzanie dnia za dniem z dzieckiem (dotyczy to chyba większości kobiet, ale zwłaszcza z dzieckiem nieneurotypowym). Mierzy się z bezradnością wobec tego, że jej wszelkie wyobrażenia bycia wspaniałą mamą wyjątkowego dziecka stopniowo legają w gruzach, aż musi przyznać, że owa wyjątkowość jest innego rodzaju. Jednak Michalczak najbardziej zależy na tym, żeby jej syn był zdolny do niezależnego funkcjonowania w życiu. Chce, żeby był „normalny” do takiego stopnia, do jakiego jest to możliwe. Cel zacny, tylko czy o to chodzi?

Nasuwają się oczywiste pytania: Co jest dziś normalne? Skąd wziął się autyzm? Dlaczego stał się tak powszechny?

Uzurpuję sobie próbę odpowiedzi na te pytania. Stoi za mną moja 25-letnia pasja, będąca jednocześnie moją profesją – Human Design System. Tam, gdzie kończą się wszystkie odpowiedzi, zaczyna się Human Design, rewolucyjna wiedza, która pojawiła się na świecie dopiero w 1987 roku, a jest przełomem w rozumieniu ewolucji ludzkiej świadomości.  Autyzm ma z tym wiele wspólnego.

W obu książkach widzimy też postawę dorosłych wobec wspomnianych dzieci, które wchodzącą teraz w formalną dorosłość, choć w rzeczywistości 18 lat z dorosłością nie ma nic wspólnego. Dziś dorosłość zaczyna się około trzydziestki. Co wcale nie znaczy, że do tego czasu dzieci mają mieszkać z rodzicami czy być przez nich w pełni utrzymywane. Chodzi o gotowość rozpoczęcia życia, za które bierze się odpowiedzialność. Do trzydziestki dzieci mają czas na eksperymentowanie i uczenie się życia. Należy im się więc zrozumienie i wsparcie. Mądre wsparcie.

Kim są dorośli w życiu tych dzieci? 

Obie pisarki mają tytuł doktora: Kącka literatury, Michalczak socjologii. O ojcu Rudej nie wiemy nic. Biologiczny ojciec Radka jest obecny i zaangażowany w życie syna, ale Radek mieszka z matką i jej partnerem – psychologiem i praktykującym psychoterapeutą, ale również pisarzem. Radek ma też małego, przyrodniego brata, który nie wykazuje nieneurotypowości. W tej patchworkowej rodzinie jest również syn Tomka, partnera matki, u którego to Radek właśnie rozpoznał nieneurotypowość. 

Ci ludzie to intelektualna i profesjonalna elita. A jakie są ich ludzkie predyspozycje i postawy? 

Wszystkim im na pewno bardzo zależy na dobru swoich dzieci. Kącka przejęła całą odpowiedzialność wychowania córki na siebie, ale wspomagali ją rodzice, dziadek, dopóki żył, i… las, który był jedynym ukojeniem dla nadwrażliwego dziecka.

Michalczak po rozstaniu z ojcem syna w większości też sama radziła sobie z Radkiem, ale w sytuacjach szczególnie kryzysowych ojciec był – i miał wyraźnie inne podejście do chłopca. To właśnie do niego Radek uciekał, gdy w domu było nazbyt trudno, jak podczas pandemii. Najbardziej napięte relacje Radek miał z Tomkiem, partnerem matki. I tu sobie użyję. Nie osobiście, bardziej w kontekście psychoterapii i to też nie jako takiej, bo wielu ludziom pomaga. Ale czy sięga do genezy przyczyn i rozwiązuje problemy, czy raczej jest to mechanizm radzenia sobie? Byłam kiedyś świadkiem rozmowy dwojga znajomych, którzy porównywali metody i rezultaty swoich terapii, a raczej ich braku, po latach cotygodniowych sesji psychoterapeutycznych.

Pierwsze fundamentalne zagadnienie dotyczy sposobów komunikowania się. Typowe jest to, że dzieciom wydaje się polecenia. Dorosłym zresztą też. U Michalczak są liczne przykłady tłumaczenia, negocjowania i kazania czegoś zrobić Radkowi. Chłopak wydaje się rozumieć, a jednak poleceń nie wykonuje. Podobnie jak Katarzyna, Tomek też czuje się kompletnie niewidziany. Ma wrażenie, że jego potrzeby dla Radka zupełnie nie istnieją: „Mówi: Przesuń się, bo chcę usiąść, a ty patrzysz i dalej siedzisz na środku kanapy; mówi: Weź z korytarza pusty kosz na śmieci, ty mówisz zaraz i leżysz bez ruchu kolejne dwie godziny. W Tomku tymczasem narasta gniew, a ty nie masz pojęcia, o co mu chodzi”. Typowe.

I wszyscy „normalni” będą oczywiście po stronie Tomka. Ja nie.

Radka nieneurotypowość objawia się czymś, co nazywane było zespołem Aspergera, czyli formą autyzmu, która charakteryzuje się wysokimi zdolnościami intelektualnymi, ale niskimi umiejętnościami społecznymi. Radek ma swoją kontrybucję w książce Michalczak w postaci jego zwięzłych komentarzy do tego, co opisuje matka. W przeciwieństwie do Rudej, której autyzm objawia się skrajnym brakiem werbalnego komunikowania się (dziewczyna wyraża się setkami rysunków), Radek komunikuje się z otoczeniem całkiem dobrze i jednoznacznie, ale to ludzie nie potrafią lub nie chcą zaakceptować czy właściwie odczytać tego, co mówi. Nie sądzę, że ze złośliwości, tylko z ignorancji, również tych kierunkowo wykształconych. 

Radek słyszy polecenie, rozumie je, ale jego CIAŁO nie reaguje. Wydano mu polecenie, a więc został pozbawiony wyboru, co powoduje mechaniczny opór w człowieku, który tak rozwściecza tych, którzy polecenie wydali, nawet jeśli dodali do tego uprzejme „proszę”. Dalej wyjaśniać tego teraz nie będę. Pozostawię to do rozkminy terapeutom wszelkiej maści i ludziom w ogóle – chodzi o sposoby typowych interakcji.

Innym zapalnym problemem są oczywiście gry komputerowe. Katarzyna i Tomek mają z nimi duży problem – ojciec Radka nie. U niego może grać do woli. Co więcej, okazało się, że to właśnie gra komputerowa umożliwiła Radkowi świetnie opanować angielski. Gry to forma immersji kompletnej, a ta jest konieczna dla takiego nowego typu mózgu, żeby funkcjonować optymalnie.

Jeśli to, o czym będę pisać teraz, zacznie brzmieć jak sci-fi, to okej. 

Żyjemy w ciekawych czasach. Niemal w punkcie jednego z największych przełomów w rozwoju ludzkości na skalę ewolucyjną. Większość myśli, że jesteśmy gatunkiem homo sapiens. Otóż nie – ten wymarł, i to jakieś sto lat temu. Mimo że wyglądamy jak on, nasza świadomość jest w procesie przemiany, której symptomy ciągle próbujemy tłumaczyć w kategoriach w większości nieaktualnych i nieadekwatnych. Stąd tak dużo nieneurotypowości różnego sortu, której przypina się rozmaite nalepki. W większości są to nowe formy ekspresji, które jednak pozostają w sferze mniejszej lub większej funkcjonalności. Kiedyś, dawno temu, dla zabawy i ciekawości, zrobiłam sobie test zamieszczony na końcu książki o Aspergerze, którą mój angielski kolega (wymownie) dostał od swojej partnerki. No i wyszło mi: Asperger jak nic! To tyle o testach. A moja nieneurotypowość polega na tym, że tak, mam sfokusowaną percepcję, ale pozostałe trzy czwarte funkcjonalności mojego układu mózg-umysł jest chłonny, pasywny, niestrategiczny i w ogóle nietypowy. Są jeszcze całkiem typowi ludzie, ale to zanikająca mniejszość. Polega ona na myśleniu wąskim i strategicznym. Ciekawe jest to, że można być nieneurotypowym – w czym dziś tkwi geniusz – i nie mieć autyzmu. I tu leżą małe wielkie tragedie dzieci i ludzi, którzy od początku poprzez nieświadomość tych rzeczy i niewłaściwy sposób traktowania zostali zredukowani do „normalności” kosztem stłamszonej genialności. 

Ale istnieje też autyzm autyzm. I tu mamy Rudą w całej okazałości. 

And… it’s daddy’s fault. Przyczyna znajduje się po stronie ojca.

Jak to się dzieje, że niektóre dzieci mają autyzm, a inne nie…?

Zależy to od tego, co dzieje się w prostacie ojca. To tam następuje mutacja. Motorem tej zmiany jest histydyna, aminokwas znajdujący się w tym gruczole. Jeśli faceci z zamiarem rozrodczym robiliby sobie badania prostaty pod tym kątem (gdyby takie badania istniały), można by określić, kto jest nośnikiem mutacji, wiodącej do nowej formy świadomości. Świadomości, która przerzuci się ze sfery mentalnej do sfery emocjonalnej. Naszym nowym „umysłem” będzie Solar Plexus – węzeł, który jest unerwiony wielokrotnie bardziej niż mózg. Rzecz w tym, że mutacja ta jeszcze nie dojrzała, a te dzieci są prekursorami tej nowej formy świadomości. Innymi słowy, jest to nieudana mutacja. Jeśli Ruda i Radek urodziliby się w roku 2027 lub później, nie byłaby to żadna dysfunkcja, lecz świadomość operująca z ośrodka emocjonalnego. Teraz do tych tak wrażliwych i głębokich pokładów uczuć nie ma dostępu, bo są ukryte pod falą emocji, która zostaje mechanicznie wzburzona, gdy spotyka się z bodźcami, z którymi te dzieci nie są w stanie sobie poradzić. Ich niemożliwe do opanowania wybuchy emocjonalne to symptomy, które wzbudzają tyle nietolerancji w otoczeniu. Tylko matki tych dzieci wiedzą, co to znaczy.

Mój przyjaciel, Adaś Wiedemann mówi: „Zakończ to filozoficznie, a nie rób autoreklamy”. 

Hmmmm. Filozofia, podobnie jak religia, miała swój czas. To były sposoby na ustanowienie prawdy czy ukojenia dla rzeczonego homo sapiens sapiens, który miał siedem czakr. Teraz jesteśmy istotami nie o  siedmiu, lecz o dziewięciu centrach, gdzie waga procesów mentalnych maleje na rzecz rozwijającej się inteligencji emocjonalnej. 

Nie sądzę też, że wiara czy filozofia przyniosłyby znaczącą ulgę Kąckiej albo Michalczak, zwłaszcza w kwestii codziennego wyzwania radzenia sobie z autystycznym dzieckiem. Możemy sobie tylko wyobrazić, przez co przechodziły, szczególnie w konfrontacji z często wrogim nastawieniem otoczenia, zwłaszcza w miejscach publicznych. Elizy opisuje, że poruszanie się autobusami czy metrem po Warszawie z Rudą jest jak biegnięcie maratonu z ciągle wstrzymanym oddechem…

Natomiast Human Design oferuje indywidualne i specyficzne dla każdego dziecka, praktyczne wskazówki. Dotyczą one chociażby tego, w jakich warunkach czy okolicznościach dana osoba powinna jeść, żeby lepiej trawić zarówno jedzenie, jak i to wyboiste życie. Samo traktowanie dziecka, sposób zwracania się do niego, robi ogromną różnicę w komunikacji i eliminowaniu zawziętego uporu czy niekontrolowanych napadów furii u dzieci.

Ale autyzm to autyzm i tego odwrócić się nie da, choć zarówno Ruda, jak i Radek kończą szkoły i mają wyniki, którymi przewyższają rówieśników. Najtrudniejsze są początkowe lata, zarówno dla dzieci jak i dla rodziców, którzy muszą sobie radzić nie tylko fizycznie, ale też ułożyć się z sytuacją psychicznie, co może być jeszcze trudniejsze. 

W końcu przychodzi akceptacja. Prawdopodobnie byłoby o nią łatwiej, gdyby rozumiało się szerszy, ewolucyjny kontekst zjawiska, jakim jest autyzm. Zjawiska, które nazywam spektrami świadomości.

Enigma, jaką jest człowiek w dzisiejszych czasach, już nie musi aż tak bardzo nią być. Na dodatek to jeszcze nie wszystko, bo jeśli przepowiednia się spełni, to od 2027 roku będziemy świadkami czegoś totalnie wykraczającego poza autyzm. „Upośledzenia”, jakiego jeszcze nie widzieliśmy, przynajmniej według obecnych kryteriów. W rzeczywistości będzie to nowa forma świadomości, już nie indywidualna, lecz zbiorowa.

Ta totalnie bezradna pojedyncza istota, zwana Rave’em, w grupie trzech do pięciu osób stanie się konstruktem o zupełnie nieznanych nam zdolnościach strategicznych. Ich sposobem komunikowania na pewno nie będzie prymitywna i w sumie nieekonomiczna mowa, lecz sczytywanie informacji na poziomie częstotliwości. Nie będzie to nasza wybiórcza percepcja, ale pasywna chłonność wszystkiego z otoczenia i natychmiastowe przełożenie tego na praktyczność i efektywność. Takie właśnie będą te  Rave’y, czyli nowa rasa ludzi. I może to właśnie Ruda i Radek będą tymi, którzy będą w stanie do jakiegoś stopnia pojąć te nowe istoty…? Kto wie? Czas pokaże. 

PS. Dla tych, którym pojawienie się nowej rasy wydaje się kompletną abstrakcją, przypomnę, że w odległej historii współistniały już, a nawet krzyżowały się ze sobą dwie różne rasy: człowiek neandertalski i homo sapiens.

___

CZĘŚĆ II

Uświadomiłam sobie, że w tej już nierecenzji pojawił się nie do końca czytelny skrót myślowy, gdzie arbitralnie wypowiedziałam fakty związane z takim rozwojem świadomości, które doprowadzi do rozwidlenia się szlaków ewolucyjnych. My jesteśmy formą ludzką o charakterze przejściowym – homo sapiens in transitus – która zaczęła rodzić się od 1781 roku. Zmiana miała miejsce w płacie wzrokowym kory mózgowej, gdzie nastąpiło rozdwojenie: jedna część mózgu przetwarza informacje tak jak homo sapiens sapiens (który rodził się do 1781 roku), czyli w sposób skupiony i strategiczny, czemu zawdzięczamy znaną nam cywilizację, opartą na przemyśle, infrastrukturze i technologii, a która od 2027 roku zacznie się rozpadać. Natomiast druga część mózgu przetwarza informacje w sposób bierny, receptywny i peryferyjny. Różnica jest fenomenalna, a skutkiem są właśnie symptomy nieneurotypowości. Dylemat polega na tym, że to nie tak, iż jedni mają tak, a drudzy inaczej. Jesteśmy tym niesamowitym pomieszaniem z poplątaniem, który obecnie zostaje metkowany jako różnego rodzaju dysfunkcje w uczeniu się i w życiu w ogóle.

Przewagą objawienia, którego doznał Ra Uru Hu, jest to, że nie pozostało ono w formie wizyjno-poetyckiej, jak np. Stary czy Nowy Testament, który z czasem uzyskał formę doktrynalną i której absurdalnie Kościół ciągle próbuje się trzymać. Oszałamiające, multisensoryczne doświadczenie, które trwało osiem dni i nocy, zostało skodyfikowane i precyzyjnie omapowane przez Ra Uru Hu jego genialną, tytaniczną, 25-letnią pracą. Rozwój technologii sprawił, że spotkanie z głosem (jak Ra nazwał to wydarzenie) zostało przełożone na graficzny schemat wygenerowany przez algorytm, będący wizerunkiem gotowej do odczytania natury ludzkiej. Objawienie na miarę naszych czasów! 

Jeśli a priori i arbitralnie nie odrzuci się tej koncepcji z nieistotnych w sumie powodów, bo z uprzedzeń wynikających z faktu, że informacje generowane są na podstawie dokładnych danych urodzeniowych (i nie, nie jest to nowa astrologia!), to nie tylko będzie można doświadczalnie doznać efektów w postaci poinformowanego życia, ale także można zostać rzuconym na kolana precyzją obliczeń, jaka stoi za tym systemem. To jednak osobne zagadnienie, choć równie fascynujące jak temat świadomości.

Stary Testament oryginalnie był zbiorem wizyjnych fragmentów, często powstałych pod wpływem substancji psychodelicznych, takich jak kadzidło, które do tej pory pali się w kościele, mirra czy cannabis. Pisany był w języku paleohebrajskim, który nie tylko miał formę ciągłą (bez spacji między słowami), ale też nie miał samogłosek, tylko bliżej nieokreślone dźwięki wydobywające się z otwartych ust, które mogły brzmieć jak „a” lub „e” czy inaczej. To otwiera ogromne pole do interpretacji, czego dowodzi w swoich dwóch książkach oryginalny erudyta i samozwańczy ADHD-owiec, wielebny Danny Nemu. Znane otwierające Księgę Rodzaju słowa: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” mogłyby też znaczyć: „W głowie został stworzony bóg (czy bogowie), a ty jesteś niebem i jesteś ziemią”. Ach! I co Wy na to? Dla mnie rozkoszne. I o wiele bliższe myśli zawartej w I’Chingu, który o bogu nie wspomina w ogóle, ale o tym, że w człowieku spotykają się niebo i ziemia, już tak! Czysty Human Design, jak się okazuje, bo jesteśmy strukturą (obiektem podróżującym w przestrzeni), gdzie zachodzi alchemiczne przenikanie się dwóch różnych elementów: formy (Design), wywodzącej się ze środka Ziemi, oraz pierwiastka z wymiaru czarnej materii (Personality), pochodzącej z wymiarów kosmicznych.

Zostawmy dygresje i wróćmy do strukturalnych konfiguracji naszych konkretnych mózgów, funkcjonowania w nich współczesnych umysłów i dylematów z tym związanych. Nie mam danych, by sprawdzić, jak to jest u Rudej i Radka, ale pokażę na przykładzie jukstapozycji mojego mózgu i umysłu oraz wynikającej z niej unikalnej kognicji (efektem której jest akapit powyżej, gdzie myśl wymknęła się i powędrowała w zaułek niekonieczny, acz ciekawy, mam nadzieję. 

Mamy do dyspozycji graficzny schemat funkcjonowania naszych systemów mózg-umysł oraz otoczenie-percepcja. 

Schemat, który nie mógłby być przedstawiony prościej, ma postać 16 kombinacji po cztery strzałki w prawo albo w lewo. Widzisz? Wszystko gotowe do odczytania. Poddane dekonstrukcji i wypełnione precyzyjną treścią strzałki stają się nie tylko rozpoznaniem, ale zestawem praktycznych rekomendacji, które będą w stanie przemienić wszelkie dysfunkcje w funkcje, a może nawet w geniusz. Trzeba się tylko liczyć z koniecznością zmiany… wszystkiego.

Zmiany sposobu, w jaki traktujemy ludzi, a małych ludzi szczególnie, już od momentu urodzin. Tego, jak się do nich zwracamy, jak są karmione. Dzięki temu schematowi rozpoznajemy też i odczytujemy, jak działają ich systemy kognicyjne. Każdy ma jedną z tych 16 możliwości. Jedni są ciągle skrajnie „normalni” (wszystkie strzałki w lewo), a inni skrajnie „inni” (wszystkie strzałki w prawo). Ja jestem jeden jedyny krok od tej skrajności: mam trzy strzałki w prawo i jedną w lewo. Odkrycie tego naprawdę zrobiło różnicę w sposobie osiągania naturalnej motywacji. Najgorzej mają ci z kombinacją strzałek we wszystkich możliwych, odwrotnych względem siebie konfiguracjach. To oni najczęściej klasyfikowani są jako osoby ze spektrum autyzmu, z przeróżnymi symptomami traktowanymi powierzchownie i opisowo, bo nikt nie wie, w czym rzecz. 

Pewnie dlatego, czując to, Eliza Kącka nie bardzo widziała sensu w formalnym diagnozowaniu Rudej. Żadna ze wspomnianych autorek nie porusza głębiej spraw fizjologicznych, oprócz tego, że Ruda miała swoje upodobania do szczególnych produktów jedzeniowych, a Radek w dzieciństwie miał atopowe zapalenie skóry i symptomy padaczkowe. Katarzyna Michalczak specjalnie nie rozwodzi się, a nawet wręcz traktuje z ironią swoje wątpliwości czy podejrzenie, że do stanu Radka mogły przyczynić się szczepionki. W nierzadkich przypadkach rzeczywiście układ immunologiczny dziecka jest przytłoczony szczepionkami (szczególnie łączonymi) i prowadzi do zaostrzenia różnych symptomów. Nie wiemy, czy Ruda była na lekach, natomiast Radek tak, i Michalczak daje wyraz swojej agonii, gdy zapędziła się w czytanie ulotki o właściwościach leku i jego potencjalnych skutkach ubocznych.

Doświadczenie i sporo opracowań medycznych potwierdzają jednak związek stanu jelit i ich wpływ na funkcjonowanie mózgu poprzez system nerwu błędnego. Mózg z kolei ma wpływ na funkcje kognicyjne umysłu. I koło się zamyka, a nasz schemat zmiennych (variables) pokazuje precyzyjnie owe zależności. Natasha Campbell-McBride, doktor medycyny ze specjalnością z neurologii, a później dietetyki, która jako jedna z pierwszych rozpoznała tę zależność, opracowała dietę GAPS. Jej podejście opisane w książce Gut and Psychology Syndrome. Natural Treatment of Autism, ADHD, Dyslexia, Dyspraxia, Depression and Schizophrenia (w Polsce wydanej jako: Zespół psychologiczno-jelitowy GAPS) pomogło wyleczyć z autyzmu jej syna.

Nie ma dziś czegoś takiego jak normalna dieta.

Nie mówiąc o toksyczności produktów (będącą wynikiem zanieczyszczenia środowiska chemią), które poza bardziej oczywistymi nietolerancjami powodują też trudne do zdiagnozowania wrażliwości, gdzie reakcja immunologiczna pozostaje oddalona w czasie nawet do 72 godzin. Jedząc bez przerwy tego typu produkty, doprowadza się do przewlekłych stanów zapalnych najpierw jelit, a potem innych organów i układów w organizmie, aż do chronicznych chorób zwanych cywilizacyjnymi. Do tego stopnia, że już kilkuletnie dzieci chorują na cukrzycę! Te ukryte wrażliwości są możliwe do zbadania laboratoryjnego, choć takie testy są mało znane i trudno dostępne na polskim rynku. 

Z perspektywy Human Design chodzi jednak o coś innego. Mamy różne układy trawienne, choć zbudowane z tych samych organów, co też jest odzwierciedleniem procesów ewolucji. Niektórzy mają nowoczesne, otwarte i wrażliwe systemy trawienne, inni odwrotnie – pierwotne, co ciągnie za sobą restrykcyjne i rygorystyczne wymogi w sposobie jedzenia. Setki czy tysiące istniejących najróżniejszych diet są odzwierciedleniem tych różnic i dowodem, że niektóre w jakimś stopniu są pomocne jednym, a nie działają na innych. 

I znowu – nie mam takich danych o Rudej czy Radku, więc nie mogę pokazać na ich przykładzie, na czym to polega. Zobrazuję to więc znowu własnym schematem. Moją konfiguracją są: trzy strzałki w prawo i jedna strzałka w lewo. Przekładając to na treść zrozumiałą i praktyczną: im więcej w lewo, tym więcej z homo sapiens, im więcej w prawo (kierunek ewolucyjny w przyszłość, który jest już tuż tuż, bo zaczyna się od 2027 roku), tym więcej z Rave’a (ale nie Rave’a Rave’a, czyli tej nowej rasy, lecz ludzkiego Rave’a). A więc jestem w 3/4 ludzkim Rave’em, na dodatek przed czasem, czyli zanim to nowe będzie „normalne”, bo teraz jest inne i dziwne, z czym normalnie nie wiadomo, co robić. Więc nazywa się to ładnie wysoką wrażliwością albo mniej ładnie syndromami ze spektrum autyzmu, co sugeruje już nieprawidłowości w stronę choroby, dysfunkcji czy patologii. Informacje te w tej chwili precyzyjnie pokazują tylko zaawansowane aspekty systemu Human Design.

Moja konfiguracja to potencjalnie duże problemy. Na zewnątrz mogą objawiać się brakiem zainteresowania, biernością, obojętnością, brakiem aktywności, aż do potencjalnych stanów apatycznych po przeciwnym biegunie spektrum. Pod powierzchnią tych pierwszych ukrywa się niezwykle głębokie, subtelne chłonięcie i przetwarzanie rzeczywistości, która jednak często pozostaje niewyrażona, bo sama po prostu nie jest się w stanie wyrazić. Te strzałki w prawo to system chłonący jak gąbka i jak z gąbki trzeba to bogactwo wycisnąć. Sęk w tym, że to się nie dzieje, bo np. nie ma z kim rozmawiać na takich poziomach, a o banałach się nie chce – więc się milczy. Inną formą ekspresji, której też jednak potrzebny jest jakiś impuls do wydobycia jej i metamorfozy, jest ekspresja artystyczna. 

Z kolei stany letargiczno-depresyjne, odcinające od jakiegokolwiek kontaktu, pojawiają się wtedy, gdy smutki i melancholie będące muzą dla kreatywności, nie transformują się w impuls twórczy, lecz schodzą na mielizny i dno beznadziejności, apatii i depresji, z których ciężko samemu się wydobyć. Ucieczką często są leki i używki. Jak używka może też działać konkretny rodzaj jedzenia (cukier i dodatki chemiczne powodują nadpobudliwości, natomiast nabiał i gluten działają na mózg jak opiaty), który wystarczy wyeliminować, aby stan się szybko i znacząco poprawił. W efekcie np. odzyskuje się kontakt wzrokowy z dzieckiem albo zaczyna ono mówić, podczas gdy wcześniej nie mówiło. Indywidualne modalności jedzenia, szczególnie gdy zastosuje się je od początku życia człowieka, dają szanse na to, że będzie on funkcjonował jak dobrze nastrojony instrument, grający swoją partię czysto i unikalnie. I w tym rzecz. 

Konfiguracja strzałek w prawo może powodować brak zainteresowania i nieumiejętność zaangażowania się w cokolwiek, brak energii na zrobienie czegokolwiek. Czy nie przypomina to Radka, który deklaruje, że coś zrobi, a następne dwie godziny spędza na kanapie…? 

Jest to zupełnie nowy typ bioformy: ciało, które jest pasywne i któremu w dodatku służy pasywne otoczenie. Poganianie i napominanie będzie stresować taką osobę i w zależności od tego, jakim jest typem, będzie ona uparcie stawiać opór, złościć się czy pozostawać bezradna wobec nacisków otoczenia. Co z tym zrobić? Dużą częścią powodzenia będzie rozpoznanie tego stanu jako faktycznego i konstruktywne adresowanie. Czy tu i teraz, w tej chwili najważniejszą sprawą na świecie jest zaniesienie na miejsce tego kosza zawadzającego przejście? Czy warto się złościć i robić o to awanturę? Może przy okazji ktokolwiek, komu po drodze, weźmie ten kosz i zaniesie go na miejsce? Może to być kwestią zasady albo… perspektywy. Ostatecznie od tego zależy atmosfera w domu. 

Te pasywne dzieci mogą być przymuszane do robienia rzeczy z ich perspektywy będące stratą czasu. Jak więc radzić sobie np. z porządkiem w domu? Można poszukać kogoś, kto się w tym spełnia (istnieje gen fanatyka porządków:  „zelota, obsesyjne sprzątanie domu”), a nie robić afery z tego, że ktoś takiego genu nie ma. 

Oczywiście każdy musi nauczyć się samodzielności w życiu.

Powinno to się jednak stać w zdrowy sposób. W tej nowej i pasywnej konfiguracji kryje się niespotykana kreatywność. Paradoksalnie i na nieszczęście im więcej tych strzałek w prawo, tym więcej nacisku na „uzdrowienie” i próbę zmiany, stąd tyle wysiłku, by Radek uczył się chociaż po 10 minut określonego przedmiotu. Jakoś nie trzeba było zaganiać go do nauki angielskiego, który wchłonął poprzez immersyjną grę. To jest dla niego naturalny sposób uczenia się, więc czy to Radek jest problemem, czy to, że nie miał dostępu do gry, która nauczyłaby go matematyki? Może w ogóle większość przedmiotów jest niepotrzebnych? Może należy mieć wybór, by zagłębić się w to, co człowieka najbardziej interesuje w danym czasie? Idealna szkoła przyszłości? Może taka, którą stworzyła nastoletnia (wtedy) Julia Wojtkowiak, twórczyni portalu Nie mam czasu na szkołę. Zapowiada się, że wkrótce na uniwersytetach też zmieni się trend i nie będzie fakultetów, tylko sami studenci będą sobie komponować program studiów. W rozrywce mamy to od dawna, Netflix nie ma ramówek – oglądasz to, co chcesz. Rozpoznajmy w końcu oczywiste i przełóżmy je na realia dzisiejszego świata. Do 2027 już blisko, przeszkody same będą padać.

Unikalność tej konfiguracji pokazuje jedna strzałka w lewo. Oznacza ona, że tej istocie potrzebne jest głębokie skupienie na czymś, by swoim przenikliwym, ostrym jak laser spojrzeniem wyłowiła coś szczególnego. Coś, czego nikt inny nie widzi. Te strzałki pokazują tylko architekturę naszych kognicyjnych warunków. Jest jednak jeszcze treść, po którą sięga się w innych obszarach systemu Human Design. Radzenie sobie w życiu jest dane naturalnie, jeśli odda się decyzyjność samej osobie według jej reguł. Muszą jednak być rozpoznane i wytłumaczone, a następnie uszanowane. Może się nawet okazać, że inność jest osobliwością, nie problemem. Wtedy od początku można traktować dziecko należycie, co ułatwi życie wszystkim, a nie wypaczy dziecka, które w efekcie niewłaściwego traktowania zaczyna myśleć, że coś jest z nim nie tak. Ilu dorosłych ciągle tak o sobie myśli! Specjalne, unikalne widzenie spraw to dar do docenienia, a nie powód do bycia krytykowanym czy odrzuconym przez innych. Na tak precyzyjne podejście niestety nie ma szans w „normalnych” rodzinach czy szkołach z tendencją równania do jakiejś normalności.

Nikt nie przychodzi na ten świat upośledzony, przynajmniej według kryteriów, o których piszę. Rozpoznanie swojego miejsca w schemacie ewolucyjnym, a szczególnie tego kierunku w prawo, oznacza wyzwolenie genialnej, kreatywnej siły i ostrości widzenia życia oraz możliwości wyrażenia tego w czysty, klarowny i oryginalny sposób – pod warunkiem, że wyłonią się naturalne okoliczności, by taka ekspresja zaistniała.

Jak w mechanice kwantowej ta cała „prawość” w tych nowych ludziach to zjawisko wschodzące (emergent phenomena), niemające wiele wspólnego z celowym strukturyzowaniem. Dlatego tak ważne jest stworzenie warunków, aby tak zaawansowana świadomość mogła zaistnieć i zadziwić innych tym, co wie i potrafi. To są te czarne konie, po których nie spodziewa się wiele, a zaskakują jako naturalny rezerwuar wiedzy i mądrości gotowej do czerpania, jeśli tylko wie się, jak to uczynić. Tak byłoby nie tylko pożyteczniej dla wszystkich, ale też ciekawiej. 

Wszystkie te konfiguracje wymagają znajomości zasad nawigacji. To bardzo precyzyjne parametry. Homo sapiens in transitus to skomplikowany konstrukt. Bez klucza dłużej się nie da. Dowód? Rozejrzyj się wokół. 

Rozpaczamy z powodu drastycznego zaniku bioróżnorodności w przyrodzie i walczymy o jej ochronę, bo wiemy, że w niej tkwi bogactwo. Zauważmy analogię z ludzką, biologiczną i psychologiczną różnorodnością i jej także pozwólmy istnieć oraz kwitnąć.